Wyobraź sobie sytuację:
Kupujesz w sklepie markowe buty za 389 zł. Wychodzisz zadowolona, lecz Twoja satysfakcja szybko się kończy. Po 3 tygodniach użytkowania pęka szew, nici się rozeszły i zrobiła się dziura. W tej sytuacji idziesz z powrotem do sklepu w celu złożenia reklamacji. Okazuje się, że sprzedawca zaczyna robić problemy, twierdzi, że to Twoja wina, atmosfera staje się nerwowa. Wiesz, że buty nie powinny rozlecieć się po tak krótkim czasie, a sprzedawca wmawia Ci, że użytkowałaś towar w niewłaściwy sposób. Prosisz, aby Twój rozmówca wezwał kierownika. Kierownik również nie chce Tobie pomóc, twierdzi, że nie udziela gwarancji na tego typu wady. Cóż za absurd! Dyskusja trwa już zbyt długo, dlatego postanawiasz złożyć reklamację na piśmie i wysłać ją do centrali firmy w Warszawie. Czekasz na odpowiedz miesiąc. Oczywiście irytuje Cię ta sytuacja. Prawdopodobnie opowiedziałaś już kilkunastu swoim znajomym jak źle zostałaś potraktowana w tym sklepie. Wiesz, że nie powinnaś płacić za coś, co jest wadliwe i nie spełnia Twoich oczekiwań. Po miesiącu otrzymujesz list z informacją, że firma nie przyjmie tej reklamacji i że możesz się odwołać od decyzji w ciągu dwóch tygodni, a oni mają obowiązek odpowiedzieć w ciągu następnego miesiąca. Istny cyrk!
W końcu zrezygnowana wytaczasz swoją prywatną bitwę przeciw firmie, która ewidentnie lekceważy prawa konsumenta, być może dajesz artykuł do gazety. Na pewno rozpowiadasz wszystkim swoim znajomym o zaistniałej sytuacji. W końcu każdy się zgodzi, ze masz rację! Twoja reakcja jest absolutnie uzasadniona. Prawda?
Przeczytaj resztę tego wpisu »