Zaszufladkowany do: Tajniki modelingu, Wywiad | Tagi: agencje w Chinach, modeling, praca modelki za granicą, Szanghaj, Wywiad
Chciałabym Wam przedstawić Joannę Rainską, modelkę z ośmioletnim doświadczeniem, która współpracowała z agencjami w Niemczech, Nowym Jorku, Szanghaju, Warszawie. Jednym z jej największych sukcesów był udział w pokazie dla Macieja Zienia. Zdobiła także pokazy Escady w Hamburgu.
Witaj Joanno. Chciałabym, abyś opowiedziała Nam o swojej współpracy z agencją w Chinach, mówiłaś, że byłaś na kontrakcie w Szanghaju. Jak wspominasz ten wyjazd?
- Wyjazd był bardzo ciekawy, ponieważ miejsce jest bardzo egzotyczne i tak naprawdę w moim wieku ciężko zafundować sobie taką wycieczkę. Więc z jednej strony myślę, że Szanghaj to bardzo, bardzo fajna wycieczka i fajne wakacje, ale to nie jest tak pięknie i cudownie jak wszyscy mówią. Trzeba do tego podejść w zupełnie inny sposób (…) Rynek w Szanghaju jest rynkiem specyficznym, gdzie trzeba być odpornym (…) Jest pracy dużo, bo jest dużo firm, dużo się dzieje, ale agencja ma pewne zasady i tak naprawdę stara się promować dziewczynę, która już coś znaczy na rynku.
Czy to oznacza, że w Szanghaju jest bardzo trudno zarobić, jeśli się pierwszy raz wyjeżdża?
- Myślę, że dla młodych dziewczyn, tak. (…) Dwie, trzy dziewczyny u mnie w agencji pracowały, tak naprawdę i dużo zarobiły, a reszta dziewczyn jeździła na castingi.
Powiedz, jak długo byłaś w Szanghaju?
- Byłam przez dwa miesiące – czerwiec, lipiec. Wróciłam na początku sierpnia.
Czyli rozumiem, że lato – czerwiec, lipiec to jest okres, w którym można mieć prace w Szanghaju?
- Tak to jest okres, w którym się robi najwięcej katalogów, najwięcej firm szuka wtedy dziewczyn. W sierpniu zaczyna się okres na pokazy i są castingi z nimi związane.
Czyli to nie jest tak jak w Europie, że w sierpniu agencja jest zamykana. W Szanghaju bardzo dużo się dzieje?
- Tak, tam się wszystko kręci.
Ale rozumiem, że dla dziewczyn początkujących nie polecasz wyjazdu do Szanghaju? Lepiej wyjechać gdzie indziej?
- Myślę, że jeżeli chcą mieć naprawdę fajną przygodę, to tak, ale jeśli chcą zarobić pieniądze to nie. Wszędzie jest ciężko, ale tam szczególnie.
Można tam zrobić sobie portfolio na początek, czy lepiej jechać do Grecji czy do Paryża?
- Zdecydowanie Grecja, myślę, że jest o wiele lepszym rynkiem. (…)
Czyli jak dziewczyna nie ma zdjęć, to ma bardzo marne szanse na prace?
- Tak, bardzo marne.
A powiedz, z jaką agencją współpracowałaś?
- To była agencja FMI, jedna z lepszych agencji w Szanghaju. Tam naprawdę chyba tylko dwie działają tak dobrze (…)
A powiedz mi jak wyglądały twoje relacje z agencją?
- Nie były jakieś napięte, ale co poniedziałek – mierzenie, ważenie, sprawdzanie, kto przytył. (…)
Rozumiem, że agencje podchodziły do tego bardzo restrykcyjnie.
- tak, myślę, że tak.
A powiedz, jakie były twoje codzienne obowiązki, jak wyglądał twój przeciętny dzień pracy w Szanghaju?
- (…) zaczynało się od 7.30 – 8.00. już musiałyśmy być zwarte i gotowe do podróży. Całe dnie spędzałyśmy w busach, uczęszczając z jednego castingu na drugi. Byłyśmy wożone przez kierowcę po całym mieście. Kończyłyśmy ok. 17.00 – 18.00.
Ile tych castingów w ciągu dnia było?
- Zdarzało się już pod koniec sezonu , że były trzy, cztery, a wcześniej nawet do 9 dziennie.
Rozumiem, że Waszym obowiązkiem było chodzenie na każdy casting i nie można było się z żadnego wykręcać?
-Dokładnie, nie miałyśmy nic do gadania.
Wspominałaś, że reprezentowała Was menadżer. Na jakich zasadach Was reprezentowała? Jak wyglądały te spotkania, czy ona Was np. czegoś uczyła, w jaki sposób się zachowywać na castingu? Czy po prostu omawiała z klientem portfolio każdej z Was?
- Na wstępie, menadżer zaznaczyła jak mamy się ubierać na castingi. (…) Poza tym menadżer wprowadzała nas na każdy casting, przedstawiała „to są modelki” i pokazywała im (klientom) zdjęcia.(…)
Powiedz, jaka jest różnica między współpracą z agencją np. w Warszawie, a agencją w Szanghaju?
(…) W Szanghaju, myślę, że agencje nastawiają się na zyski. Tak jak mówiłam większość z nas tam była, żeby być. Chodziło o reputację agencji, a nie o to, abyśmy pracowały. (…)
A jakie to były prace?
- Moja pierwsza praca to był katalog sukien ślubnych, a kolejne dwa to katalogi zwykłych ciuchów, coś jak u nas firma „Solar”.
Powiedz mi jeszcze, mówiłaś, że agencje tak restrykcyjnie podchodziły do współpracy z modelkami. Czego Wam nie wolno było robić?
- Na początku nie wolno Nam było chodzić na imprezy. Jak się dowiedziałyśmy, że jest jakiś klub, to nie chcieli Nam udzielać żadnych informacji, co, gdzie , jak dojechać, jaki jest adres nic. Z czasem jednak przymykali na to oko i dziewczyny robiły wszystko, co chcą. (…)
Sugerujesz, że łatwo się wpakować w kłopoty zagranicą, będąc w Szanghaju?
- Tak, łatwo.
Ale to tylko w Szanghaju, czy łatwiej np. w Paryżu czy we Włoszech?
- Nie mogę porównywać, bo nigdy nie byłam, ani w Paryżu, ani we Włoszech, ale myślę, że w Szanghaju jest łatwo, jeśli ktoś chce się zabawić. (…)
Powiedz mi, jakie były relacje z koleżankami po fachu?
- Ja nie spotkałam się z kradzieżami, z jakąś zawiścią, większą. Oczywiście była na początku. (…) na to też trzeba się uodpornić (…)
Dziękuję za rozmowę, myślę, że udało Ci się choć trochę przybliżyć, czytelnikom NaWybiegu.pl, realia pracy w Chinach.
- Dziękuję, również.
Jeśli chcesz przeczytać więcej zapraszam do serwisu NaWybiegu.pl
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>



